Strona główna

Rynek nieruchomości bez zmian

Jak można przeczytać w najnowszym wydaniu “Gazety Wyborczej”, nie spełniły się prognozy wielkiego skoku cen na rynku nieruchomości, ale rośnie zainteresowanie obcokrajowców naszym rynkiem. Rośnie też monstrualna kolejka po mieszkania komunalne w Szczecinie – co jest zjawiskiem dość nowym.

Poprzedni rok był kolejnym rokiem niezrealizowanych inwestycji w Szczecinie. Obiecany przez Mariana Jurczyka i jego zastępcę Mirosława Czesnego kapitał nie pojawił się. Tradycyjnie już mamy wiele inwestycji w planach, ale żadnej w rzeczywistości. Galeria Kaskada wciąż wirtualna, podobnie jak centrum handlowe hiszpańskiego inwestora Carlosa Roiznera na Bramie Portowej, aquapark na Gontynce i wielka niewiadoma na terenach wokół lotniska w Dąbiu.

Na szczecińskim rynku nieruchomości pośrednicy zauważyli moment zawahania związany z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Tuż przed akcesją jedni wstrzymywali się ze sprzedażą nieruchomości, licząc na większy zysk w zjednoczonej Europie, inni w pośpiechu podpisywali akty notarialne, żeby zdążyć przed wielkim skokiem cen. Ale po 1 maja ceny nie poszybowały gwałtownie w górę. Naszymi nieruchomościami odważniej interesują się jednak obcokrajowcy – przede wszystkim Niemcy i Skandynawowie, ale nie tylko. Ich zainteresowanie przekłada się na transakcje.

Pomocy w Unii szuka gmina, choć pierwsze rozdanie pieniędzy z unijnych funduszy na rewitalizację niszczejących obszarów miasta odbyło się bez Szczecina. 5 mln zł przeszło nam koło nosa, bo gmina nie zdążyła na czas uchwalić jednego ważnego dokumentu – “Lokalnego programu rewitalizacji” – bez którego żaden podmiot w Szczecinie nie mógł ubiegać się o unijne dotacje na swoje projekty. A były gotowe wnioski, np. Szczecińskie Centrum Renowacyjne miało przygotowany wniosek o dofinansowanie zagospodarowania wnętrza jednego ze swoich śródmiejskich kwartałów. Gmina w pośpiechu, ale w końcu uchwaliła LPR, tyle, że już w kolejnym roku – 2005.

Zator w komunalce

Z roku na rok oddajemy do użytku coraz mniej mieszkań. W trzech kwartałach ubiegłego roku przybyło ich 1291. W 2003 – 1813, a dwa lata wcześniej – 1904. Jednak nie jesteśmy odosobnieni. Wrocław, który od lat był dla nas niedoścignionym wzorem, w porównywalnym okresie ubiegłego roku wyprzedził nas o niecałe 300 mieszkań, nieco lepszy był Poznań, za to kompletnie w tyle została Bydgoszcz, która w trzech kwartałach minionego roku oddała do użytku zaledwie 336 mieszkań.

W sumie w 2004 r. mieliśmy w Szczecinie ponad 153 tys. mieszkań, z czego prawie 70 tys. to lokale spółdzielcze, a niecałe 30 tys. – gminne. Nie przybyło nam ani jedno nowe mieszkanie gminne, za to bardzo obrodziły lokale TBS-ów. Obie gminne spółki wybudowały ich w ubiegłym roku 708 (część dla gminy, część dla partycypantów, czyli tych, którzy w zamian za pokrycie 30 proc. kosztów budowy mieszkania otrzymują prawo do dysponowania nim i mogą sami wskazać ich najemców).

TBS Prawobrzeże odtworzył przy ul. Dziennikarskiej pierzeję zabytkowego starego miasta w Dąbiu. Stanęło tam 13 kamieniczek, w których zamieszkało 115 rodzin (33 najemców wskazała gmina). Poza tym do użytku oddany został kolejny etap osiedla Nad Rudzianką – 296 mieszkań (104 gminne).

Druga spółka – Szczecińskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego, która buduje na lewobrzeżu – w grudniu ubiegłego roku przekazała mieszkańcom osiedle Pod Klonami przy ul. Kusocińskiego. W sześciu budynkach w kolorze dojrzałej pszenicy zamieszkają 244 rodziny (200 z nich to najemcy gminni).

Osiedla budowane przez szczecińskie TBS-y to już tradycyjnie staranna architektura, kompleksowo zagospodarowany teren wokół i mieszkania przygotowane pod klucz mieszkania i domy w Szczecinie. Nawet najsprawniejsze TBS-y nie są jednak w stanie rozwiązać problemu mieszkaniowego w Szczecinie. Kolejka po lokal komunalny jest monstrualna. Na jakiekolwiek mieszkanie czeka 11 165 rodzin (w tym roku szanse mają te, które złożyły wniosek dziesięć lat temu), w tym: 3597 rodzin na mieszkanie do remontu, 6784 potrzebuje lokalu socjalnego i 784 – mieszkania TBS-ów. W porównaniu z rokiem ubiegłym przybyło nam kolejkowiczów, i to ponad tysiąc. Tym samym Szczecin obok Zabrza, gdzie na mieszkanie czeka 14 tys. rodzin – stał się rekordzistą w skali kraju. W Krakowie kolejka liczy 3 tys. rodzin, we Wrocławiu – 6 tys., w Gdańsku – 4 tys.

Groteskowo w tej sytuacji brzmi informacja, że miasto w najbliższym czasie zbuduje 30 lokali socjalnych (dzięki rządowej dotacji, którą przyznano Szczecinowi w grudniu ubiegłego roku). Na ten cel zaadaptowany zostanie były Dom Aktora przy ul. Arkońskiej. Bo aby zaspokoić potrzeby wszystkich czekających na socjalne mieszkanie w Szczecinie, a więc tych, których nie stać nawet na lokal do remontu, nie mówiąc już o TBS-owskim, potrzeba ich 250 razy więcej!

Co roku kilkuset rodzinom udaje się doczekać końca kolejki – w ubiegłym szczęście uśmiechnęło się do 635 rodzin, z którymi gmina podpisała umowy najmu mieszkania komunalnego. Rozdzielono je między wszystkie grupy oczekujących, m.in.: 75 mieszkań było socjalnych, 105 do remontu, 186 – TBS-ów. Oprócz tego gmina przyznała 109 mieszkań zamiennych (z powodu np. rozbiórki starego domu), osiem osobom niepełnosprawnym, cztery na czas pracy i 16 wychowankom placówek opiekuńczo-wychowawczych i rodzinom zastępczym.

407 lokali miasto odzyskało, np. z powodu zgonu najemcy bądź eksmisji. Ale wyburzyła15. W rękach gminy pozostaje wciąż ponad 26 tys. mieszkań i ponad 1600 lokali użytkowych.

W ciągu roku szczecinianie wykupili na własność ponad 2 tys. mieszkań. Od lutego ubiegłego roku nabywali je na nowych zasadach. Miały być za przysłowiową złotówkę – jak obiecał prezydent Jurczyk – skończyło się na bardzo dużej uldze. Bonifikata wynosi 90 proc. wartości rynkowej lokalu, a w przypadku gdy sprzedawane są wszystkie mieszkania w budynku – 97 proc. Na dodatkowe 10 proc. ulgi mogą liczyć pionierzy i kombatanci.

Inaczej jest np. w Poznaniu, gdzie obowiązuje podstawowa, 65-procentowa bonifikata i dodatkowo lokator może liczyć na 1,5 proc. za każdy rok zamieszkiwania w lokalu, który chce nabyć. Jeśli ktoś płaci gotówką, od pozostałej kwoty może sobie odliczyć jeszcze 25 proc.

We Wrocławiu lokatorzy mają 85-procentowy upust, a jeśli na wykup mieszkań decydują się wszyscy mieszkańcy bloku lub transakcja dotyczy ostatniego komunalnego lokalu w bloku, najemca uiszcza tylko trzy procent wartości mieszkania.

Ruch na rynku

Jeśli chodzi o pierwotny i wtórny rynek mieszkaniowy, to – jak twierdzą szczecińskie biura pośrednictwa – szczecinianie coraz bardziej cenią standard. Lubimy mieszkania w nowej technologii – zbudowane z cegły i dobrych materiałów, najlepiej sprzed kilku lat. Liczy się lokalizacja (modne dzielnice od lat pozostają niezmienne), ale też wielkość mieszkania. Największym zainteresowaniem cieszą się mniejsze: dwu- i trzypokojowe. Zdaniem fachowców pod względem mody Szczecin jest konserwatywny. Od lat dobrze sprzedają się te same ulice i dzielnice. Ale coraz więcej na rynku jest dobrych ofert – odpowiadających wymaganiom kupujących, bo na rynek wchodzą lokale i domy z końca lat 90. i początku nowego wieku.

Dla mniej zamożnych, a także tych, którzy szukają pierwszego mieszkania, nie na całe życie, często najlepszą okazją są bloki z wielkiej płyty, najtańsze na rynku, jeśli nie liczyć okazji w starych kamienicach.

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej na szczecińskim rynku pojawił się nowy klient, dotychczas nie tak częsty – obcokrajowiec. Głównie są to Niemcy i Skandynawowie. Niektórzy szukają lokalu w związku z pracą w Szczecinie, inni drugiego mieszkania dla rodziny. Nie brak i takich, którzy kupują mieszkanie z powodu sentymentów – bo mieszkali tu ich rodzice bądź oni sami. Są i tacy, którzy inwestują w nasze nieruchomości, bo liczą, że ceny w Polsce wzrosną, a oni zarobią. Domy w Polsce są tańsze niż w Niemczech, a standard porównywalny. Duże znaczenie w transakcjach międzynarodowych ma położenie naszego miasta – niewielka odległość między Szczecinem a Berlinem i połączenie promowe ze Skandynawią.

Comments are closed.

Szukaj
Kategorie